Cześć, tutaj Koko. Mamy z Zuzu wielki problem. Ja mam za chwilę egzaminy, razem z Zuzu gramy na instrumentach,i ja mam za chwilę te strasznie męczące egzaminy,a Zuzu musi się uczyć. Nie mamy czasu pisać. Zaczęłyśmy pisać..., ale no.... mamy jeszcze dużo do zrobienia. Możemy oczywiście publikować normalnie, tyle tylko, że rozdziały miałyby z 2 zdania. Właśnie z tego powodu, z wielkim smutkiem, zawieszamy bloga. Wiem,że to dziwna decyzja po miesiącu blogowania, ale... no po prostu jak napiszemy parę rozdziałów to wszystko opublikujemy... to będzie nasz powrót smoka. Wyświetlenia wcale nie poprawiają nam humoru. 43 wyświetlenia na samym początku... teraz zaledwie 6. Wiemy,że nie od razu Rzym zbudowano. Po prostu jest nam lekko przykro. Żałujemy, że tak niespodziewanie zawieszamy. Weil wir haben problem. (Zuzu dostała 6 z J.Niemieckiego i właśnie dlatego tak piszę.)
Przepraszamy i życzymy miłego dnia.
Koko and Zuzu Company
wtorek, 17 listopada 2015
niedziela, 1 listopada 2015
Rozdział 1
Wampirzyca mknęła przez gęsty, szarozielony las. Nagle dostrzegła w oddali błysk światła i usłyszała ciężkie kroki. Domyśliła się kto to, więc natychmiast wspięła się na drzewo i ukryła w liściach. Pomyślała, że raczej nikt jej tam nie znajdzie. Tym razem nie wyszło. Gdy mężczyzna znalazł się blisko, spojrzał w górę. Jego nędzne, zielone oczy zetknęły się z błyszczącymi, srebrnymi oczami Rose... Dziewczyna trzęsła się ze strachu. Tak, ten osobnik był łowcą. Trzymał w ręce drewniany kołek, ale jakoś nie potrafił tego zrobić, nie potrafił jej zabić... Uważał ją za zbyt piękną istotę. "Jak inni mogli zabijać jej pobratymców? Jak ja mogłem ich zabijać nawet nie myśląc o tym, że wampiry też mają prawo do życia?" - zamyślił się, nie potrafił uwierzyć, że zabijał wampiry. Czuł się oszukany, zahipnotyzowany przez innych łowców, którzy namówili go do dołączenia do grona. -Gdy skończył rozmyślać ponownie spojrzał w oczy rudowłosej i cofnął się kilka kroków do tyłu, by dać jej znać, że jest wolna.
- Spokojnie... - powiedział. - Jestem Kail i obiecuję, że nie zrobię Ci krzywdy. Możesz odejść, a raczej musisz i to jak najszybciej, bo zaraz zjawią się tutaj inni łowcy. Wtedy już nie ujdziesz z życiem, dlatego proszę, uciekaj teraz...
- Rose. - Dziewczyna wypowiedziała swoje imię. - Ucieknę, tak jak nalegasz, ale przedtem muszę Cię o coś spytać. Widziałeś może dziewczynę o kasztanowych włosach i granatowych oczach? Taką w moim wieku.
- Jedną złapali około trzydzieści minut temu. Nie jest wampirem, ale jej wygląd zgadza się z Twoim opisem. Mówiła, że kogoś szuka. Zgaduję, że chodziło o Ciebie?
- Nie, tylko nie Eileen... - powiedziała cicho sama do siebie Rose i zeskoczyła drzewa. Wylądowała tuż obok Kaila. Była wyraźnie smutna.
- Jacy są tamci Twoi "przyjaciele"? - zapytała po chwili namysłu.
- Nie mają ani grama litości - przyznał z bólem chłopak. - Musisz uciekać - zmienił nagle temat.
- Nie, muszę ratować Eileen.
Rose biegła ile sił w nogach zostawiając zmartwionego Kaila daleko za sobą. Jako że była wampirem biegła mniej więcej 120 km/h. Po dość długim czasie znalazła się na polanie gdzie przetrzymywali Eileen.
- Kim jesteś?! - warknął "dowódca" łowców. - I co robisz w naszej wiosce?
- Jestem Rose, stary zgredzie! A ty kim jesteś?!
- Nazywam się Rolano i jestem łowcą... czekaj, blada cera, czerwone usta, jasne oczy? O mój boże! Oszczędź mnie o wielki, królewski wampirze! - wrzasnął człowiek i rzucił się przed Rose na kolana.
- Odczep się, przyszłam tu tylko po Eileen. Albo ją wypuścisz, albo...- Rose zrobiła efektowną pauzę - Spalę Cię na wiórki, łącznie z Twoimi towarzyszami, a Eileen wykorzysta wasze prochy do eliksiru śmierci, by otruć miliony miast >:D!
- Dobrze, dobrze, czekaj. - Rolano zaczął powoli rozwiązywać Eileen. Jak dla Rose robił to zbyt wolno, więc wycelowała w jednego towarzysza Rolano, który już po chwili podskoczył, bo zaczął się palić.
- Rose, gdzie ty byłaś?! - zapytała Eileen przytulając przyjaciółkę. - A tak w ogóle kto to? -
- Ach! Ten?- spytała Rose wskazując swym palcem na Kail'a.- To jest Kail. Kail to jest Eileen. Wystarczy? Tak, to dobranooooc.- powiedziała Rose przy okazji ziewając.
Następnego dnia wstali koło siódmej rano. Dziwnym trafem każdy miał dobry humor, z innych powodów, ale jednak: Rose śniła o tym, że wypija krew pegaza, Eileen o tym, że pewien czarodziej z ich szkoły się w niej zakochał, natomiast nasz kochany Kail o tym, że pewna rudowłosa osóbka się w nim zakochała.
Nie mógł wytrzymać kiedy ona widziała w nim tylko kolegę, nawet nie przyjaciela! Leżała tak blisko, a jednak ten metr był dla niego nie dopokonania. Była niesamowita, (nie) jego Rose. Mógłby za nią oddać życie, zabić gdyby poprosiła, lecz ona nie wiedziała o jego uczuciach, a co by było gdyby się odważył? Może by go ugryzła i byliby razem na zawsze. Tak, Kail miał przez całą noc bardzo ciekawe myśli, przez co musiał się umyć, bo śmierdział gorzej niż żołnierz po służbie w pełnym pancerzu na słońcu. [Dopisek od Koko: BEZ SKOJARZEŃ]
Okay, sorry'ujemy za spóźnienie, ale dostałyśmy z Zuzu szlaban i teraz rozdział publikuje rozdział na informatyce... No, ale to wina mojej mamy. Kazała mi dostać trzy szóstki, wtedy szlaban na internet i skype się skończy. Szlaban Zuzu kończy się jutro. Bardzo Was drodzy czytelnicy przepraszamy! Nie avadujcie mnie, BŁAGAM!
Koko i Zuzu POZDRAWIAJĄ!
- Spokojnie... - powiedział. - Jestem Kail i obiecuję, że nie zrobię Ci krzywdy. Możesz odejść, a raczej musisz i to jak najszybciej, bo zaraz zjawią się tutaj inni łowcy. Wtedy już nie ujdziesz z życiem, dlatego proszę, uciekaj teraz...
- Rose. - Dziewczyna wypowiedziała swoje imię. - Ucieknę, tak jak nalegasz, ale przedtem muszę Cię o coś spytać. Widziałeś może dziewczynę o kasztanowych włosach i granatowych oczach? Taką w moim wieku.
- Jedną złapali około trzydzieści minut temu. Nie jest wampirem, ale jej wygląd zgadza się z Twoim opisem. Mówiła, że kogoś szuka. Zgaduję, że chodziło o Ciebie?
- Nie, tylko nie Eileen... - powiedziała cicho sama do siebie Rose i zeskoczyła drzewa. Wylądowała tuż obok Kaila. Była wyraźnie smutna.
- Jacy są tamci Twoi "przyjaciele"? - zapytała po chwili namysłu.
- Nie mają ani grama litości - przyznał z bólem chłopak. - Musisz uciekać - zmienił nagle temat.
- Nie, muszę ratować Eileen.
Rose biegła ile sił w nogach zostawiając zmartwionego Kaila daleko za sobą. Jako że była wampirem biegła mniej więcej 120 km/h. Po dość długim czasie znalazła się na polanie gdzie przetrzymywali Eileen.
- Kim jesteś?! - warknął "dowódca" łowców. - I co robisz w naszej wiosce?
- Jestem Rose, stary zgredzie! A ty kim jesteś?!
- Nazywam się Rolano i jestem łowcą... czekaj, blada cera, czerwone usta, jasne oczy? O mój boże! Oszczędź mnie o wielki, królewski wampirze! - wrzasnął człowiek i rzucił się przed Rose na kolana.
- Odczep się, przyszłam tu tylko po Eileen. Albo ją wypuścisz, albo...- Rose zrobiła efektowną pauzę - Spalę Cię na wiórki, łącznie z Twoimi towarzyszami, a Eileen wykorzysta wasze prochy do eliksiru śmierci, by otruć miliony miast >:D!
- Dobrze, dobrze, czekaj. - Rolano zaczął powoli rozwiązywać Eileen. Jak dla Rose robił to zbyt wolno, więc wycelowała w jednego towarzysza Rolano, który już po chwili podskoczył, bo zaczął się palić.
- Rose, gdzie ty byłaś?! - zapytała Eileen przytulając przyjaciółkę. - A tak w ogóle kto to? -
- Ach! Ten?- spytała Rose wskazując swym palcem na Kail'a.- To jest Kail. Kail to jest Eileen. Wystarczy? Tak, to dobranooooc.- powiedziała Rose przy okazji ziewając.
Następnego dnia wstali koło siódmej rano. Dziwnym trafem każdy miał dobry humor, z innych powodów, ale jednak: Rose śniła o tym, że wypija krew pegaza, Eileen o tym, że pewien czarodziej z ich szkoły się w niej zakochał, natomiast nasz kochany Kail o tym, że pewna rudowłosa osóbka się w nim zakochała.
Nie mógł wytrzymać kiedy ona widziała w nim tylko kolegę, nawet nie przyjaciela! Leżała tak blisko, a jednak ten metr był dla niego nie dopokonania. Była niesamowita, (nie) jego Rose. Mógłby za nią oddać życie, zabić gdyby poprosiła, lecz ona nie wiedziała o jego uczuciach, a co by było gdyby się odważył? Może by go ugryzła i byliby razem na zawsze. Tak, Kail miał przez całą noc bardzo ciekawe myśli, przez co musiał się umyć, bo śmierdział gorzej niż żołnierz po służbie w pełnym pancerzu na słońcu. [Dopisek od Koko: BEZ SKOJARZEŃ]
Okay, sorry'ujemy za spóźnienie, ale dostałyśmy z Zuzu szlaban i teraz rozdział publikuje rozdział na informatyce... No, ale to wina mojej mamy. Kazała mi dostać trzy szóstki, wtedy szlaban na internet i skype się skończy. Szlaban Zuzu kończy się jutro. Bardzo Was drodzy czytelnicy przepraszamy! Nie avadujcie mnie, BŁAGAM!
Koko i Zuzu POZDRAWIAJĄ!
czwartek, 29 października 2015
Miniaturka na ponad 100 wyświetleń!
Hermiona szła na eliksiry jak zwykle z nosem w książce, gdy nagle się o coś potknęła. Wyłożyła się jak długa na podłodze, spojrzała do tyłu i zobaczyła telefon. Podniosła się i zauważyła, że na telefonie jest otwarta na nim jakaś strona: "roseandeileen.blogspot.com". Zdziwiona zaczęła czytać. Skończyła idealnie gdy zadzwonił dzwonek. Przez całą lekcję była rozkojarzona i zastanawiała się dlaczego dziewczyny, które nazwały się Koko i Zuzu, napisały tylko tyle. Po lekcji spojrzała na to jeszcze raz i przybiła sobie facepalm'a. One prolog opublikowały we wtorek, a przecież rozdziały będą co dwa tygodnie! "Tyle czekać..." - pomyślała nasza bohaterka. Przeczytała prolog jeden raz, później drugi, trzeci, czwarty i piąty. A po zjedzeniu obiadu jeszcze szósty, że aż normalnie mogła zacząć cytować. W pewnym momencie na kogoś wpadła i zobaczyła, że to Draco Malfoy.
- Granger, co masz w kieszeni? - spytał, na co Hermiona się zarumieniła.
- No ja tego znalazłam ten telefon i zaczęłam czytać i, ten, wciągnęło mnie - odpowiedziała Hermiona i pokazała mu swoje znalezisko. Jego oczy poruszały się po literach z coraz większym zaangażowaniem.
- I co, to koniec? - spytał podekscytowany blondyn. - No dlaczego nic nie jest dalej napisane? No?
- Kolejny rozdział pojawi się za 10 dni - odpowiedziała dziewczyna.
- Omg! Tak długo?
- Niestety, no ale wtedy będzie bardzo długi, co nie?
- Tak! - blondyn cieszył się jak małe dziecko z zabawki. - Ej! Daj przeczytać jeszcze raz!
i od tej pory Hermiona Granger i Draco Malfoy, cały czas czekają na pierwszy rozdział.
Tak na poprawę humoru. (Dziękujemy za ponad 100 wyświetleń!)
Koko i Zuzu
środa, 28 października 2015
Prolog
- Rose! - zawołała czarodziejka. Niestety, odpowiedzi nie dostała, usłyszała tylko oddalające się echo. Zbliżał się środek nocy, więc w jaskini dziewczyna nic nie mogła dostrzec bez zapalonej pochodni czy innego oświetlenia. Akurat tego dnia rodzice musieli skonfiskować jej różdżkę, co uniemożliwiło użycia teraz odpowiedniego zaklęcia. Przeróżne myśli kręciły się jej po głowie. Nie miała pojęcia co robić. Ostatecznie podjęła głupią, ale jednocześnie mądrą decyzję - odważyła się wejść głębiej. Błądziła falowanymi korytarzami dobre kilkanaście minut wywołując co chwilę imię przyjaciółki. W końcu opadła z sił i usiadła obok małego strumyka źródlanej wody. "Wiedziałam, że się zgubi! Mówiłam, że nie powinna go szukać!" - denerwowała się w swoich myślach. Z początku czuła gniew do Rose, ale później otoczyło ją mocne poczucie winy. Czas upływał... Eileen wydawało się, że już minął długi tydzień, ale na szczęście to nie była prawda.. Po krótkiej, co prawda niewygodnej, drzemce ruszyła dalej. Wciąż szła i skręcała losowymi, nowymi ścieżkami, chociaż wszystko wydawało się takie same. Po około godzinie znalazła się w tym samym miejscu, co na początku, a przed sobą miała wyjście do zielonego lasu. Zaskoczyło ją to, że do tej pory nikt nie zdał sobie sprawi, że ani Rose, ani Eileen nie było przez całą noc. Tak, niebo było jasne, błękitne jak każdego ranka, a słońce błyszczało mocniej niż zazwyczaj. Brązowowłosa wydostała się z jaskini i rozejrzała dookoła siebie. Jej wzrok zatrzymał się na czterech dorosłych istotach kłócących się ze sobą kawałek dalej. Szybko ukryła się za najbliższymi krzakami i spróbowała podsłuchać rozmowę.
- Wasza córka powinna pilnować naszej Rose! Powinna ją ostrzec - krzyczała matka jej przyjaciółki.
- Zauważ, Katrino, że obie się zgubiły. My też straciliśmy córkę - broniła się matka Eileen.
- To już nie moja sprawa co się stało z Eleonorą. Macie gadać co zrobiliście z naszym dzieckiem!
- Elieen. Nie jakaś tam Eleonora! - poprawiła ją Jane.
- Jeszcze jedno słowo nie na temat, a obiecuję, że wbiję moje ostre kły prosto w Twoją szyję! - zaczęła grozić wampirzyca.
- Kari, spokojnie... Wszystko będzie dobrze - próbował uspokoić swoją żonę pan Stanford.
- Bardziej liczą się utalentowane dzieci, takie jak Eileen, a nie kolejne, nędzne wampiry, które tylko marnują krew idealną do eliksirów - dołączył się ojciec czarodziejki. Był zadowolony ze swojej inteligentnej wypowiedzi. Wtedy Eileen poczuła, że jakaś zimna ręka chwyta jej ramię. Powoli się odwróciła i zobaczyła mocno skaleczoną Rose, całą we krwi. Przestraszona wyskoczyła z krzaków, będących jej kryjówką, i podbiegła do swoich rodziców. Za nią wyszła Rose, popatrzyła na rodziców z chytrym uśmiechem i zniknęła w krzakach róży...
________________________________________________________________
Cześć, witam Was po prologu. Łączę szczerą nadzieję,że się podobało.
Koko
To dopiero nasze początki, więc nie jest idealnie, ale z czasem będzie lepiej ;).
(Już pracujemy nad rozdziałem 1)
Zuzu
niedziela, 25 października 2015
Hi, Hej, Hello!
Jestem Koko, a Zuzu to moja przyjaciółka ze szkolnej ławy. Zamierzamy stworzyć tutaj nasz własny świat do którego chciałybyśmy należeć. No ale ciężko pisać początki. Rozdziały będą się pojawiać co, możliwe, dwa tygodnie. Trudno powiedzieć, bo Zuzu ostatnio była chora, a, niestety, nie ma jej na Skypie, więc jestem bezradna. Czasami pisanie może nam się przedłużyć z powodu choroby, sprawdzianu i tego typu rzeczach. Obydwie mamy wprawę w pisaniu, więc żywimy nadzieję, że się Wam spodoba. Tylko proszę nie pisać "A, takie imię pojawiło się w blogu kogośtam". Serio, przez to ma się wrażenie, że wszyscy są przeciwko Tobie. Nie obiecuję strasznie długich rozdziałów czy zwrotów akcji, ponieważ blogosfera jest dla nas czymś nowym, fabuła też się różni, ale nigdy nie wiadomo. Nie będę mówić jak naprawdę się nazywamy lub podawać wieku, ponieważ niektórzy wezmą to sobie za punkt honoru by mi uprzykrzać życie. Okay, to na tyle. Papa!
Koko
________________________________________________________________
Cześć! Zjawiłam się tylko na chwilę, ponieważ chciałam coś dopisać. Spodziewajcie się wpisów w weekendy, ponieważ wtedy mamy najwięcej czasu, jednak nie wyklucza to pojawiania się rozdziałów w "dni robocze". Jeśli jeszcze jakaś ważna informacja nam się przypomni to postaramy się jak najszybciej Wam ją przekazać. Życzę miłego poniedziałku! :)
Zuzu
Subskrybuj:
Posty (Atom)
