Wampirzyca mknęła przez gęsty, szarozielony las. Nagle dostrzegła w oddali błysk światła i usłyszała ciężkie kroki. Domyśliła się kto to, więc natychmiast wspięła się na drzewo i ukryła w liściach. Pomyślała, że raczej nikt jej tam nie znajdzie. Tym razem nie wyszło. Gdy mężczyzna znalazł się blisko, spojrzał w górę. Jego nędzne, zielone oczy zetknęły się z błyszczącymi, srebrnymi oczami Rose... Dziewczyna trzęsła się ze strachu. Tak, ten osobnik był łowcą. Trzymał w ręce drewniany kołek, ale jakoś nie potrafił tego zrobić, nie potrafił jej zabić... Uważał ją za zbyt piękną istotę. "Jak inni mogli zabijać jej pobratymców? Jak ja mogłem ich zabijać nawet nie myśląc o tym, że wampiry też mają prawo do życia?" - zamyślił się, nie potrafił uwierzyć, że zabijał wampiry. Czuł się oszukany, zahipnotyzowany przez innych łowców, którzy namówili go do dołączenia do grona. -Gdy skończył rozmyślać ponownie spojrzał w oczy rudowłosej i cofnął się kilka kroków do tyłu, by dać jej znać, że jest wolna.
- Spokojnie... - powiedział. - Jestem Kail i obiecuję, że nie zrobię Ci krzywdy. Możesz odejść, a raczej musisz i to jak najszybciej, bo zaraz zjawią się tutaj inni łowcy. Wtedy już nie ujdziesz z życiem, dlatego proszę, uciekaj teraz...
- Rose. - Dziewczyna wypowiedziała swoje imię. - Ucieknę, tak jak nalegasz, ale przedtem muszę Cię o coś spytać. Widziałeś może dziewczynę o kasztanowych włosach i granatowych oczach? Taką w moim wieku.
- Jedną złapali około trzydzieści minut temu. Nie jest wampirem, ale jej wygląd zgadza się z Twoim opisem. Mówiła, że kogoś szuka. Zgaduję, że chodziło o Ciebie?
- Nie, tylko nie Eileen... - powiedziała cicho sama do siebie Rose i zeskoczyła drzewa. Wylądowała tuż obok Kaila. Była wyraźnie smutna.
- Jacy są tamci Twoi "przyjaciele"? - zapytała po chwili namysłu.
- Nie mają ani grama litości - przyznał z bólem chłopak. - Musisz uciekać - zmienił nagle temat.
- Nie, muszę ratować Eileen.
Rose biegła ile sił w nogach zostawiając zmartwionego Kaila daleko za sobą. Jako że była wampirem biegła mniej więcej 120 km/h. Po dość długim czasie znalazła się na polanie gdzie przetrzymywali Eileen.
- Kim jesteś?! - warknął "dowódca" łowców. - I co robisz w naszej wiosce?
- Jestem Rose, stary zgredzie! A ty kim jesteś?!
- Nazywam się Rolano i jestem łowcą... czekaj, blada cera, czerwone usta, jasne oczy? O mój boże! Oszczędź mnie o wielki, królewski wampirze! - wrzasnął człowiek i rzucił się przed Rose na kolana.
- Odczep się, przyszłam tu tylko po Eileen. Albo ją wypuścisz, albo...- Rose zrobiła efektowną pauzę - Spalę Cię na wiórki, łącznie z Twoimi towarzyszami, a Eileen wykorzysta wasze prochy do eliksiru śmierci, by otruć miliony miast >:D!
- Dobrze, dobrze, czekaj. - Rolano zaczął powoli rozwiązywać Eileen. Jak dla Rose robił to zbyt wolno, więc wycelowała w jednego towarzysza Rolano, który już po chwili podskoczył, bo zaczął się palić.
- Rose, gdzie ty byłaś?! - zapytała Eileen przytulając przyjaciółkę. - A tak w ogóle kto to? -
- Ach! Ten?- spytała Rose wskazując swym palcem na Kail'a.- To jest Kail. Kail to jest Eileen. Wystarczy? Tak, to dobranooooc.- powiedziała Rose przy okazji ziewając.
Następnego dnia wstali koło siódmej rano. Dziwnym trafem każdy miał dobry humor, z innych powodów, ale jednak: Rose śniła o tym, że wypija krew pegaza, Eileen o tym, że pewien czarodziej z ich szkoły się w niej zakochał, natomiast nasz kochany Kail o tym, że pewna rudowłosa osóbka się w nim zakochała.
Nie mógł wytrzymać kiedy ona widziała w nim tylko kolegę, nawet nie przyjaciela! Leżała tak blisko, a jednak ten metr był dla niego nie dopokonania. Była niesamowita, (nie) jego Rose. Mógłby za nią oddać życie, zabić gdyby poprosiła, lecz ona nie wiedziała o jego uczuciach, a co by było gdyby się odważył? Może by go ugryzła i byliby razem na zawsze. Tak, Kail miał przez całą noc bardzo ciekawe myśli, przez co musiał się umyć, bo śmierdział gorzej niż żołnierz po służbie w pełnym pancerzu na słońcu. [Dopisek od Koko: BEZ SKOJARZEŃ]
Okay, sorry'ujemy za spóźnienie, ale dostałyśmy z Zuzu szlaban i teraz rozdział publikuje rozdział na informatyce... No, ale to wina mojej mamy. Kazała mi dostać trzy szóstki, wtedy szlaban na internet i skype się skończy. Szlaban Zuzu kończy się jutro. Bardzo Was drodzy czytelnicy przepraszamy! Nie avadujcie mnie, BŁAGAM!
Koko i Zuzu POZDRAWIAJĄ!
- Spokojnie... - powiedział. - Jestem Kail i obiecuję, że nie zrobię Ci krzywdy. Możesz odejść, a raczej musisz i to jak najszybciej, bo zaraz zjawią się tutaj inni łowcy. Wtedy już nie ujdziesz z życiem, dlatego proszę, uciekaj teraz...
- Rose. - Dziewczyna wypowiedziała swoje imię. - Ucieknę, tak jak nalegasz, ale przedtem muszę Cię o coś spytać. Widziałeś może dziewczynę o kasztanowych włosach i granatowych oczach? Taką w moim wieku.
- Jedną złapali około trzydzieści minut temu. Nie jest wampirem, ale jej wygląd zgadza się z Twoim opisem. Mówiła, że kogoś szuka. Zgaduję, że chodziło o Ciebie?
- Nie, tylko nie Eileen... - powiedziała cicho sama do siebie Rose i zeskoczyła drzewa. Wylądowała tuż obok Kaila. Była wyraźnie smutna.
- Jacy są tamci Twoi "przyjaciele"? - zapytała po chwili namysłu.
- Nie mają ani grama litości - przyznał z bólem chłopak. - Musisz uciekać - zmienił nagle temat.
- Nie, muszę ratować Eileen.
Rose biegła ile sił w nogach zostawiając zmartwionego Kaila daleko za sobą. Jako że była wampirem biegła mniej więcej 120 km/h. Po dość długim czasie znalazła się na polanie gdzie przetrzymywali Eileen.
- Kim jesteś?! - warknął "dowódca" łowców. - I co robisz w naszej wiosce?
- Jestem Rose, stary zgredzie! A ty kim jesteś?!
- Nazywam się Rolano i jestem łowcą... czekaj, blada cera, czerwone usta, jasne oczy? O mój boże! Oszczędź mnie o wielki, królewski wampirze! - wrzasnął człowiek i rzucił się przed Rose na kolana.
- Odczep się, przyszłam tu tylko po Eileen. Albo ją wypuścisz, albo...- Rose zrobiła efektowną pauzę - Spalę Cię na wiórki, łącznie z Twoimi towarzyszami, a Eileen wykorzysta wasze prochy do eliksiru śmierci, by otruć miliony miast >:D!
- Dobrze, dobrze, czekaj. - Rolano zaczął powoli rozwiązywać Eileen. Jak dla Rose robił to zbyt wolno, więc wycelowała w jednego towarzysza Rolano, który już po chwili podskoczył, bo zaczął się palić.
- Rose, gdzie ty byłaś?! - zapytała Eileen przytulając przyjaciółkę. - A tak w ogóle kto to? -
- Ach! Ten?- spytała Rose wskazując swym palcem na Kail'a.- To jest Kail. Kail to jest Eileen. Wystarczy? Tak, to dobranooooc.- powiedziała Rose przy okazji ziewając.
Następnego dnia wstali koło siódmej rano. Dziwnym trafem każdy miał dobry humor, z innych powodów, ale jednak: Rose śniła o tym, że wypija krew pegaza, Eileen o tym, że pewien czarodziej z ich szkoły się w niej zakochał, natomiast nasz kochany Kail o tym, że pewna rudowłosa osóbka się w nim zakochała.
Nie mógł wytrzymać kiedy ona widziała w nim tylko kolegę, nawet nie przyjaciela! Leżała tak blisko, a jednak ten metr był dla niego nie dopokonania. Była niesamowita, (nie) jego Rose. Mógłby za nią oddać życie, zabić gdyby poprosiła, lecz ona nie wiedziała o jego uczuciach, a co by było gdyby się odważył? Może by go ugryzła i byliby razem na zawsze. Tak, Kail miał przez całą noc bardzo ciekawe myśli, przez co musiał się umyć, bo śmierdział gorzej niż żołnierz po służbie w pełnym pancerzu na słońcu. [Dopisek od Koko: BEZ SKOJARZEŃ]
Okay, sorry'ujemy za spóźnienie, ale dostałyśmy z Zuzu szlaban i teraz rozdział publikuje rozdział na informatyce... No, ale to wina mojej mamy. Kazała mi dostać trzy szóstki, wtedy szlaban na internet i skype się skończy. Szlaban Zuzu kończy się jutro. Bardzo Was drodzy czytelnicy przepraszamy! Nie avadujcie mnie, BŁAGAM!
Koko i Zuzu POZDRAWIAJĄ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz